DP: 2953-06-14 - Niektórym nie trzeba statku. Wystarczy im śrubokręt i powód.
Nie wiem, co go naprawdę ukształtowało, pytany, zmienia temat, opowiada dowcip, czasem przytoczy anegdotkę o tym, jak „kiedyś zasilacz do komory stazy robił z grzałki i szczoteczki do zębów”. Wiem jedno: ten człowiek ma za sobą coś, czego lepiej nie widzieć.
Poznałem go ze 2 lata temu na HUR-L4. Zamówiłem kontrolę reaktora po nieudanym kursie przez Yela. Facet z obsługi mówi:
Cytat— To nie moja liga. Ale jest tu taki jeden, trochę... specyficzny. Nie nosi munduru, ale jak nikt inny rozmawia z maszynami.
Podeszliśmy do hangaru. Na środku – koleś bez rękawic, z ręką w komorze rozgrzanej do 80 stopni, śpiewający coś, co przypominało hymn starej floty, ale słowa się nie zgadzały, spojrzał na mnie i rzucił:
Cytat— Przyszedłeś się kłócić z losem czy tylko chcesz, żeby ci statek przestał charczeć?
I tak to się zaczęło, od słowa do słowa.. jakoś rezonowało aż w końcu spakował torbę z narzędziami, jakieś urządzenia i wyszedł razem ze mną.
---
W misji na peryferiach Kellog padł system. Skok kwantowy zatrzymał nas tuż nad polem szczątków, które z zewnątrz wyglądało jak cmentarzysko całej generacji freelancerów. Byliśmy tam we dwóch, bez wsparcia no i bez chłodzenia - ogólnie byliśmy w gównie po uszy. Oczywistym było, że jeżeli nie stanie się cud to dołączymy do tych freelancerów... o zgrozo także lecieliśmy maxem. Chłopakowi coś się przypomniało po czym ni stąd ni z owąd rzucił:
Cytat— Potrzebuję 27 minut, kilka zacisków i jednej rzeczy: żebyś mi się nie wpierdalał, nawet jeśli statek zacznie mówić w trzech językach.
Skoro mam taki wybór... grzech nie skorzystać, usiedziałem jak siedziałem gryząc batona o bliżej nieokreślonym smaku i konsystencji a ten rzucił swoje Sweet mother of mercy i zaczął demontaż w ciszy. Widziałem jego ręce — blizny stare jak wojna z Tevarinami, palce pozaginane jak druty w panelu serwisowym, i ta koncentracja, miałem wrażenie że zażądał by kosmos nie miał prawa się ruszyć, póki on nie skończy.
Nie wiem, co on tam zrobił, choć znam się na mechanice bo w końcu muszę, jestem pilotem statku ale nie zrozumiałem połowy tego co on w ogóle wypowiadał ale zanim systemy zaskoczyły, on już siedział przy włazie technicznym, odpoczywając ot tak jakby po prostu naprawił ekspres do kawy, a nie reaktor po mikro wybuchu. On nie był mile zaskoczony, nie był usatysfakcjonowany, że się udało. To nie była kwestia szczęścia tylko precyzyjnie wstrzyknięta wiedza inżynierska w układy statku.
Spojrzałem wtedy na niego i tylko rzuciłem:
Cytat— Patrz na tego delikwenta… co za kozak.
— heh Kozak, który właśnie przedłużył ci życie o jeden oddech, Kapitanie.
I od tamtej pory został... Panem delikwentem - MsDeliQuent - wybitnie uzdolniona jednostka inżynieryjna.
---
Po tych 2 latach wiem, że jego historia jest poszarpana, fragmenty się nie kleją. Wiem tylko, że kiedyś służył we flocie.Czy został wyrzucony? zrezygnował? może - ale nie zapomniał - dla mnie nie miało to żadnego znaczenia. Nie ma statku w naszym układzie o którym nie potrafił by opowiedzieć - chodzący manulal. UEE potrafi zrobić dobrego inżyniera. Ale to dopiero piekło robi z człowieka kogoś, komu ufasz, kiedy wszystko inne zawodzi.
Dziś nadal jest z nami, nadal nie nosi munduru, nie trzyma się publicznych procedur i wkłada swój cylinder z monoklem gdy idziemy w miasto. Jeśli kiedykolwiek musiał bym wybierać między AI diagnostycznym a jego uchem przy kadłubie – zawsze wybierzesz jego. Niektórzy pytają, dlaczego w ogóle działa to, co latamy? Nie mamy najnowszych modeli, nie mamy wsparcia flotowego, ale mamy **MsDeliQuenta** a to znaczy, że mamy więcej, niż potrzeba.
Rekomendowane komentarze